Skip to content

The Bli(m)p Case

Co jakiś czas pojawia się w polskim internetowym undergroundzie “głośna” sprawa. Czasami jest to przypadek z pogranicza copy&paste bez podania źródła inspiracji (casus WM vs. KU/MCP), czasami redesign witryny polegający na kopii 1:0,99 szablonu graficznego innego portalu (kocioł ze spiegel.de, yahoo.pl, wp.pl i każdym chyba większym serwisem, na który są zwrócone przenikliwe i porównawcze oczy Obserwatorów Internetu), czasami zbyt daleko posunięte podobieństwo w funkcjalności… a ostatnio ewidentna inspiracja cześciowo wypromowanymi ale nieeksploatowanymi nazwami.

spokojnie to nie jest reklama tylko dowód w sprawie

Pomimo ewidentnego naruszenia zasad etyki, dobrego smaku sprawy te podgrzewają krew ograniczonego grona (nomen omen) i NIESTETY wszelkie wnioski nie mają przełożenia na uświadomienie wiekszego ogółu (w tym zakresie dość wiele dzieli “rzeczywistość rzeczywistą” i rzeczywistość internetową). Internetowe Dziennikarstwo Obywatelskie w tym zakresie śpi… woli pisać o wykrzywionym trzepaku na swoim podwórku i o tym, że koty nie mogą się na nim przechadzać niż o takich złych praktykach, więc nikt kto posiada realną władzę (np. odpowiednia ilość użytkowników, inwestor) nie powie DOŚĆ… praktyki są kontynuowane.

Internet i działalność w nim jest biznesem jak każdy inny - OD DAWNA. Wykorzystanie cudzego szumu, podszywanie się pod cudzą nazwę, brand….to standard. Stado pasjonatów, dyskutantów, fanatyków internetu, wśród których są ludzie z napuchniętym nosem od wywąchiwania ewentualnej koniunktury i potencjalnego popytu to również standard. To pewnie dlatego na imprezach typu “opowiedz o swoim projekcie a pomożemy Ci znaleźć inwestora” najcześciej promuje się biznes już istniejący i cykliczność takich imprez jest delikatnie mówiąc niecykliczna.

W tym co zrobili Grono.net jest trochę naiwności - czy zysk na szumie, który raczej i tak nie obejmował Gronowiczów nie będzie czasem 1000 mniejszy niż liczne negatywne komentarze? Czy grono.net będące największym ale nie jedynym powinno tak ryzykować? W całym akcie jest też trochę sprytu. Nazwa Blimp jest oczywiście jawnie inspirowana nazwą Blip rozgłaszaną tu i ówdzie przez Autora Projektu - Marcina Jagodzińskiego. Blimp i Blip są też skrótem nazwy opisowej-jakby logicznej dla wykonywanej czynności (bardzo lubię informować /moich/ przyjaciół)… W przypadku Grono.net samo tworzenie konfliktowego skrótu może być przerzucone na użytkowników i niekoniecznie narzucane przez właścicieli czym samym wszelkie konkretne zarzuty, ew. kroki prawne mogą być bardzo trudne w realizacji.

Stało się…

Każde nawet najgorsze doświadczenie jest tyle warte ile mądrości z niego wyciągniemy na przyszłość. Jeśli wyciągniemy wiele głębszych wniosków (tzn. wykraczających poza uznanie predystynacji, która ciąży nad nami zawsze i wszędzie) to złe doświadczenie może być bardziej wartościowe niż to niosące coś pozytywnego (bo to złe doświadczenie DZISIAJ może pozwolić nam obronić się przed czymś większym JUTRO kiedy nasze życie będzie bardziej ustabilizowane i zdeterminowane i będzie nam potrzebna bardziej mniejsza liczba wpadek niż większa liczba sukcesów).

Każdą niezakorzenioną w świadomości porażkę można wykorzystać i uczynić z niej praktyczny sukces. Jak tego dokonać?

W przypadku omawianym to coż… Dlaczego nie uznać, że ten kanibalizm nazw będzie w rzeczywistości symbiozą? Czy Szanowni Gronowicze nie będa mieli ułatwionej percepcji nazwy i funkcjonalności BLIPa.PL? Czy to, że wzorowała się na nazwie Blipa sama Wielka Winnica nie można wykorzystać w PRze? Można, trzeba, nie ma wyjścia.

“Mądrość FFU”

  • Tworzenie internetowego projektu to jak rodzenie sobie dziecka. Zmienia się życie. Jesteśmy zakochani w wizualizacji przyszłego sukcesu i już teraz chcemy dzielić ten nadchodzący sukces z innymi. Zapominamy o wilczej naturze dzisiejszego świata. Cholernie ciężko nie wygadać się, nie napisać o swojej genialności na własnym blogu… wstrzymywać się przez długie miesiące.

    Niestety zbytnie nagłaśnianie własnych inicjatyw w zbyt wczesnym etapie ich tworzenia nie popłaca.


  • Informacje mają swój cykl życia… a może to zdolność ludzi do wsłuchiwania się w jeden ton ma pewne ograniczenia….

    Osobiście nie jestem za tym aby o swoich pomysłach (nawet jeśli nie są w 100% oryginalne) rozgłaszać wszem i wobec zanim jest to w pełni bezpieczne lub PRowo i marketingowo uzasadnione. Czyli przynajmniej do czasu beta-testów kiedy projekt można teoretycznie uruchomić w każdej chwili (ew. narażając się na krytykę niedoskonałości rozwiązania). Bicie medialnej piany, której nie można podbijać (bo ciężko to robić bez konkretnych środków i ludzi) to ewidentny błąd, który chyba każdy musi popełnić, żeby wyrobić w sobie dyscyplinę (nie)informowania :)

  • Trzeba być liderem do samego końca

    Przede wszystkim, nie należy się dziwić i robić z siebię ofiary cudzej pazerności. Pazerność zawsze była i będzie - to stały składnik niedojrzałej, obudzonej po wieloletnim tłamszeniu, przedsiębiorczości. Dziwienie się daje zły obraz (szczególnie w kontekście prowadzonych rozmów z Inwestorami). Dzisiaj powinniśmy przeciwdziałać albo udawać, że “to dobrze że tak się stało” nawet jeśli dla większego ogółu oczywistym jest, że stało się źle. Uczmy się od Polityków. Nawet wbrew własnej naturze trzeba kreować się na lidera, który wszystko przewidział i ma przygotowane kilkanaście planów działania na wypadek nawet najmniej prawdopodobnej sytuacji. Jeśli Autor - lider projektu - daje do zrozumienia, że grunt się lekko obsuwa to kto ma tchnąć wiarę w Inwestorów, opinię czy użytkowników że tak nie jest?

W całej sprawie najsmutniejsza jest klasa PR’u jaką pokazało Grono.net (a właściwie firma której zlecono działania w tym zakresie). Czy jest jeszcze miejsce na PR a’la walnięcie w twarz? Czy obecne czasy nie wymagają większej subtelności (= czy Internauci są w stanie jeszcze zaakceptować nachalność w informowaniu)? W kontekście całego Grona… mini-twitter, pseudo-blip to drobny dodatek do ogólnej funkcjonalności - spamowanie blogów osób, które kibicują Marcinowi w realizacji swojego projektu jest wyrazem zakorzenionego i wyrachowanego chamstwa. To tak jakby powiedzieć Wy tu gadugadu a my to zrobiliśmy. Niestety nie ominęło to również tego bloga choć wydawało mi się że powinien być ostatnim celem pseudoPRowców.

Dokąd zmierzasz, Internecie?

POLIP i Twoje Codzienne Bezpieczeństwo

Drodzy Obywatele RP!

Wielu z Was czyta mojego bloga i wielu z Was - z pewnością - męczy fakt, że tak rzadko udaje mi się zwerbalizować mój (inny) punkt widzenia. Jestem Wam winny zarówno przeprosiny jak i pewne wyjaśnienia. Przepraszam! … a teraz jeszcze te wyjaśnienia.

Całe moje moce przerobowe, manualne, koncepcyjne zaangażowane były w projekt POLIP.PL (Poetycko i Opisowo Lubie Informować Policję). Projekt ze względu na swoje ambicje i znaczenie dla kraju obarczony był wielkim ryzykiem. Dzisiaj z wielką dumą (lecz niestety bez należytej pompy) mogę ogłosić, że osiągneliśmy stan RC-3 więc publiczna prezentacja nastąpi już wkrótce.

Czym jest POLIP? POLIP to forma ukierunkowanego mini-bloggingu, w którym po jednej stronie znajdują się Policjanci, po drugiej Obywatele. POLIP pozwala na wymierną kooperację z tymi Służbami Mundurowymi w zakresie podtrzymywania ogólnie pojmowanego bezpieczeństwa narodowego oraz jednostkowego.

POLIP pozwala przede wszystkim na utworzenie Konta Obywatela i przechowywanie wszelkich informacji na temat podejrzanych zjawisk, podejrzanych osobników oraz alarmów własnej intuicji, w szczególności na:

  • wysłanie wiadomości na swoje konto obywatelskie za pomocą SMS o podejrzeniu matactwa w sklepie spożywczym

  • wysłanie klipu video dokumentującego naruszenie standardów estetycznych przez sąsiada

  • integrację z osobistymi urządzeniami GPS (jeśli Obywatel przestanie się poruszać na kilka godzin w miejscy w którym nie ma zabudowań - POLIP automatycznie wyśle do niego radiowóz oraz karetkę; jeśli Obywatel będzie się poruszał przez długi okres (pow. 2 godzin) w bardzo małym promieniu (poniżej 100m) przy bardzo niskich temperaturach POLIP automatycznie wyśle do niego ciepły catering oraz mapę w formie tradycyjnej)

  • wiele innych funkcji… oczekuj na premierę.

Część Obywatelska POLIPa została zbudowana w oparciu o framework Ruby On Rails, część Policyjna w oparciu TurboGears (Python). Dlaczego dwa frameworki w jednym projekcie? Przyczyna jest prozaiczna… analiza ryzyka wykazała, że 2 frameworki to dwa razy mniejsze ryzyko, że system przestanie być wydolny, dwa razy mniejsze ryzyko nie znalezienia programisty w przypadku chęci uruchomienia dodatkowych - bardziej zaawansowanych - modułów.

Pamiętaj. Poetycko i Opisowo Lubisz Informować Policję.

Jedną z niewątpliwie unikalnych cech POLIPa jest wbudowany inteligentny analizator semantyczny, który skutecznie wyłapuje wszelkie nadużycia semantyczne oraz zbytnie wysublimowanie językowe wskazujące na Obywatela Klasy Wykształciuch, który może korzystać z POLIPA wyłącznie po wykupieniu abonamentu i uzyskaniu zgody POLIP-Komitetu.

START platformy POLIP przewidziany jest na czas przedświąteczny kiedy wielu z nas wyjeżdża, pozostawia puste domy i nie chroniony dobytek… kto wie czy pierwszą rzeczą jaką zrobisz po powrocie do domu nie będzie wejście na POLIP.PL, założenie konta i dodanie statusu o podejrzeniu utraty majątku.

Pamiętaj. Poetycko i Opisowo Lubisz Informować Policję.

Jaka przyszłość?

Na pewno różowa. Szczegółów brak. Twórcy POLIPA będą negocjowali z rządami krajów RP i USA w sprawie uruchomienia dodatkowego modułu antyterrorystycznego. Przecież każdy Obywatel RP mógłby służyć za swoisty RADAR antyterrorystyczny i antyrakietowy (rozglądając się z odpowiednim - przydzielonym przez System - interwałem po niebie) i w przypadku istotnej obserwacji zbierać punkty na swoim POLIPOWYM koncie. Punkty mogłyby zostać wymienione na lornetkę (500pkt) lub noktowizor(3000pkt).

Pamiętaj. Poetycko i Opisowo Lubisz Informować Policję.

Highrise czyli zarabianie przez lądowanie z dużej wysokości

Notka ma charakter trochę ambiwalentny. Moje pierwsze spojrzenie na Highrise zakończyło się stwierdzeniami “totalna klapa”, “znowy ten sam patent”. Dopiero póżniej uświadomiłem sobie realne zapotrzebowanie, statystyki i że zabrałem się za ocenę ze złej strony.

Poczynania teamu 37signals monitorowałem jeszcze za czasów kiedy mógł pochwalić się głównie serwisem DesignNotFound.com. Na DnF znajdowała się wówczas lista powszechnie znanych i poważanych serwisów “zadaniowych” bądź e-commerce wraz z wyszukanymi na nich poważnymi błędami logiki interfejsów (była również lista laudacyjna z tzw. “best practices” czyli “potwierdzamy, że tak to powinno być rozwiązane”); Oferta 37signals była wtedy dość skromna ale jak na owe czasy dość wysoko wyceniona. Badanie użyteczności serwisu - kilka tysięcy USD, badanie + redesign witryny - kilkanaście tysięcy USD. Dziś po witrynie DesignNotFound.com nie ma większego śladu (”powstała” z niej książka Bulletproof Cośtam, która zebrała dość przeciętne recenzje). Jednakże dzisiaj 37signals nadaje sygnały o wiele silniejsze i nie jest to wynikiem odcinania kuponów od dawnych sukcesów pod szyldem DnF :)

Seria mini web-aplikacji: Ta-da List, Writeboard™, Backpack™, Campfire™, Basecamp™ które wydawać by się mogły dość łopatologiczne a nawet w pewnym sensie infantylne w stosunku do desktopowych aplikacji zapewniła jej potężny rozgłos. Opracowanie frameworka RubyOnRails dla języka Ruby ten rozgłos jeszcze wzmocniło (bo przecież wśród programistów też można wiele wyreklamować… wystarczy w ramach misji edukacyjnej dekonstruować swoje własne produkty:)

to jest właśnie odcinanie kuponów z wygenerowanego szumu

Strategia 37signals była i jest dość oczywista. Tym więcej produktów (nazw i brandów im towarzyszących) tym więcej szumu. Tym prostsza w użyciu web-aplikacja (tzn. z prostą logiką realizacji zadań i łatwym w nauce interfejsie) tym więcej użytkowników, którzy zaczną gromadzić dane. Tym więcej użutkowników zacznie gromadzić dane tym więcej stwierdzi, że plan darmowy jest niewystarczający i warto przejść na odpłatny (skoro już tyle danych się wprowadziło). Duże firmy i tak nie będą korzystały ze zdalnego biura więc po co tworzyć coś zaawansowanego, ze skomplikowaną logiką backendu i odbiciem 1:1 “desktopowych standardów” co pochłonie czas i zasoby finansowe.

OpenID w aplikacji która ma przechowywać wrażliwe informacje - dyskusyjne, dyskusyjne; na szczęscie to tylko opcja idealna dla celów testowania

Aplikacje 37signals są banalnie proste do wykonania (skopiowania) nawet przez średnio zorientowanego programistę i jego kolegę - podpowiadacza, który miał choćby przelotny kontakt z rzeczywistością biznesową i posiada podstawowe pojęcie o organizacji pracy…. Banalne, proste a jednak to firma 37signals zapoczątkowała pewien trend w tym zakresie (choć możliwości techniczne jak AJAX istniały już kilka lat wcześniej). Uniwersalna prostota wygrała z funkcjonalną kompleksowością. Dla mnie mini-aplikacje 37signals to swoista analogia do multi-toola. Możemy popiłować, podziurkować, popodważać i na tym koniec…. i właśnie o to chodzi gdyż firm i ludzi potrzebujących skomplikowanych narzędzi obsługujących specyficzne procesy jest statystycznie niewiele. Internetowa rzeczywistość to tylko internetowa rzeczywistość - wiele firm chciało i chce przenosić do niej wszystko ze świata rzeczywistego w stosunku 1:1.

Niedawno firma wypuściła miniCRM/rozbudowaną listę kontaktów o wzniosłej nazwie Highrise i namaściła swój produkt jako idealny dla Small Businessu. Dość ochoczo zabrałem się za testy (dostrzegłem, że Riddle również się wtajemniczał) i zacząłem się zastanawiać czy opisana powyżej strategia czasem nie obróci się przeciwko jej wykonawcom. Czy czasem rzeczywistość biznesowa nie jest bardziej wymagająca? Czy to pocięcie zadań, procesów na kilka aplikacji nie wprowadza powoli zamętu i nie chce się jednego porządnego, kompleksowego narzędzia?

Doszedłem do wniosku, że w zamierzeniu Highrise na pewno nie ma być zabójcą potężnego i darmowego SugarCRM’a (nie wspominając już o produktach komercyjnych jak SalesForce) a jedynie wykreować trochę dodatkowego szumu (buzz buzz buzzzzzzzz is what REALLY matters), który przecież można dowolnie zmonetyzować. Highrise zupełnie nie nadaje się do realizacji zadań związanych z zarządzaniem relacjami z klientami i kontrahentami. Hmmm, a może się jednak nadaje?

tego powinny się nauczyć polskie firmy. to użytkownik powinien decydować co mu jest potrzebne i tylko za to płacić

Jaki jest sens CRMa? Centralizacja informacji o klientach i procesach o charakterze handlowym w firmie. Po co nam ta centralizacja? Po to, że gdy Zosia pójdzie na chorobowe to Basia będzie mogła szybko i sprawnie przejąć obsługę klientów bez setek telefonów do zakatarzonej, parskającej w słuchawkę koleżanki; Basia otwiera kartę klienta i wszystko ma jak na dłoni; Spis wykonanych rozmów telefonicznych, odbytych spotkań, kopie wiadomości email. Po co jeszcze? Po to aby Szef nie musiał się dowiadywać o postępach handlowców przeszkadzając im w pracy, po to aby dział finansowy mógł sobie zaplanować co trzeba mając kilka automatycznie wygenerowanych wykresów, potencjalne przychody i ich prawdopodobieństwo.

Co potrzebujemy? przede wszystkim usystematyzowaną listę kontaktów z możliwością przechowywania informacji wykraczających poza dane kontaktowe i możliwością definiowania zadań związanych z daną firmą (Pan Tiktak z firmy DropsyLLC podczas ostatniej rozmowy z Zosią wspominał coś o planowanej na maj intensyfikacji działań reklamowych; hmmm…już prawie kwiecień trzeba mu przedstawić ofertę). Jeśli przyszło Tobie do głowy, że CRMem mogą być papierowe teczki masz rację pod warunkiem, że masz na myśli kilkuosobową firmę, w której nie występuje fluktuacja kadr, prawcownicy nie biorą urlopu i wykazują olbrzymie zainteresowanie dzieleniem się informacjami z innymi pionami firmy (przy tym dbają oczywiście o jakość informacji i częstą aktualizację).

Highrise umożliwia realizację absolutnego minimum (brak funkcji raportowania, tworzenia wykresów). Czy Highrise ma szansę na realne zastosowania i sukces? Biorąc pod uwagę powszechne uświadomienie small biznesu w temacie real-time marketingu aplikacja wcale nie jest zbyt prosta. Jest w sam raz.

No i można stworzyć web-aplikację przy okazji brunchu… można. Można nawet na niej bezpośrednio i pośrednio zarabiać co na pewno będzie miało miejsce w przypadku Highrise.

THANKS AGAIN for your business!
(…)

Wishing you the best success,

-Team Highrise

 

Do tej pory Ty słuchałeś tego o czym mówimy w Faktach. Teraz chciałbym posłuchać co Ty myślisz o nas i naszej pracy *

Start portalu informacyjnego stacji TVN 24 odbił się - jak można było oczekiwać - ogromnym blogosferycznym echem. Chwilowe podeskcytowanie, szybkie sądy (nawet nie 24-godzinne) - blogosferyczny standard. Klik, klik, klik, eee co za kolor, eee co za sztuczny blogowpis, porażka, stuk, stuk, stuk, blogowy wpis gotowy. Niestety większość komentarzy ograniczyła się do dość powierzchownej, techniczno-estetycznej analizy. Czy kontekst się jeszcze liczy? W Internecie - poza reklamą kontekstową - chyba już nie. Internet stał się bardzo populistyczny… dużo wrzeszczenia, mało myślenia. A na papierze? Czy zdanie jest bez sensu gdy znajduje się w nim błąd ortograficzny? Chyba nie. W Internecie natomiast portal, wielomiesięczna mobilizacja wielu ludzi są szybko wyśmiane kiedy jakiś element graficzny nie jest dziełem sztuki tworzącym nową jakość.

to co nie mieści się w czasie antenowym mieści się w nieograniczoności internetowej

Jak prawie za każdym razem ocena polega na przepuszczeniu strony przez validator.w3.org oraz analizie górnego paska…..no i wyszło, że tvn24.pl to hańba, DreamLab który za tym stoi to NightmareLab… i chyba potrzebna jest ewakuacja bo to “Last Chance to Evacuate Internet Before It’s Recycled” /parafrazując tytuł jednego z utworów Porcupine Tree/.

A ja się pytam… i co z tego, że w kodzie strony jest 200 błędów (jak oceniają Accessibility Specialists), co z tego że górny pasek wygląda jak test funkcji MS Paint (ach może się zagalopowałem gdyż MS Paint pewnie nie obsługuje gradientów) - przecież to można naprawić/zmienić w godzinę. Co z tego, że grafika nie powala? Przecież to strona do korzystania a nie do podziwiania! Minimum estetyczne w przypadku portalu INFORMACYJNEGO to poziom, który nie przeszkadza w czytaniu. W przypadku TVN24.pl jesteśmy dość daleko od tego minimum.

chmurka tagów kojarzyła mi się z czymś co oddaje dynamikę

Dla mnie start portalu TVN24.pl a przede wszystkim kontekst tego wydarzenia to jedno z najwiekszych wydarzen w historii polskiego Internetu i polskich mediów elektronicznych. I dopiero po tym starcie zdałem sobie o tym sprawę.

TVN24.pl to przede wszystkim coś wokół czegoś i tak należy to rozpatrywać, wartość dodana a nie bullterrier, który ma pogryźć wszystkie obecne e-stragany z newsami.

  • Żadna inna stacja TV nigdy nie mówiła o Internecie tak wiele (przecież start mógłby zostać przemilczany)… gdyby stacja promowała obcy produkt byłaby to najdroższa reklama Internetu w historii i TV, i Internetu.
  • W żadnej innej stacji w prime-time nie pokazuje się opinii Internautów, za które nie muszą płacić (SMS). Opinie Internautów często odstają ze swoją merytoryką od wypowiedzi zaproszonych Gości ALE SĄ JEDNAK WAŻNE! Wreszcie widzimy KONWERGENCJĘ mediów w praktyce a nie jakieś internetowepseudotelewizje.
  • Żadna inna stacja TV nie zdekonstruowała w TV sposobów korzystania, walorów i mechanizmów witryny internetowej tak aby pani Zosia, której właśnie podłączyli Internet mogła w pełni korzystać z internetowych zasobów jej ulubionej stacji telewizyjnej i dowiedzieć się, że jest coś takiego jak podcast i że to może być fajne i przydatne.
  • Witryna pokazuje drugie oblicze ludzi których cenimy a nie możemy do końca poznać… uwalnia prawdziwą osobowość, którą tak bardzo chcemy doznać w tej nadętej, sztywnej rzeczywistosci.pl a konwencja programu informacyjnego, dbałość o rynkowe pozycjonowanie stacji, postrzeganie korporacji przez inwestorów, reklamodawców nigdy na to nie pozwolą.

trzeba przyznać że nomenklatura zaskakująca…waga

Nie zgadzam się, że wpisy blogowe są naciągane, sztuczne, wymuszone. Według mnie to zupełnie nie jest kwestia przymuszonej czy nieprzymuszonej woli. W bloga, w blogowanie trzeba wrosnąć, nauczyć się tego. To wymaga pisania i pisania, znalezienia się w innym stylu towarzyszącym innym oczekiwaniom. (Czy inicjacyjne blogo-wpisy Ekonomistów na bblog.pl były “lepsze”? Czy dziennikarz ma na pewno o wiele łatwiejszy blogo-start skoro relacja z czytelnikiem oraz medium są “trochę” inne?).

TVN24.pl to nie problem dla dziennikarzy niby zmuszonych do pisania blogów lecz toster do wypiekania najważniejszych dla nich nagród - nagród w postaci wyrazów uznania z ust ODBIORCY/WIDZA. LICZNE słowa uznania, które pojawiły się w blogo-komentarzach to WARTOŚĆ ponad jakąkolwiek wartość.

Oczywiście portal TVN24.pl zawiera kilka niedociągnieć jak każdy projekt tworzony przez liczną grupę osób, jak każdy projekt muszący pogodzić różne cele, różne nastawienia i różne wizje. IN szczególny MINUS: Nie przepadam za odnośnikami które mi nie mówią gdzie trafię (wolę widzieć czy opuszczę witrynę czy stronę).

Chmurka tagów zawiera zadziwiająco mało tagów (=słów kluczowych), tagi nie wskazują dyskusje na temat czego wzbudzają najwięcej emocji.

Poważnym niedociągnięciem jest wykorzystanie onetowego systemu komentarzy… który za dużo ma wspólnego z forum, kiepskim forum (choć pomysł aby komentarze do danego blogowego wpisu tworzyły również wątek w forum nie jest taki zły).

racjonalny AJAX to większa wygoda z korzystania

IN szczególny PLUS: Miłym zaskoczeniem jest to, że za całym przedsięwzięciem stoją ludzie którzy są trochę starsi niż “innowacyjne pokolenie”. To cieszy i dobrze wróży bo może inne korporacje będą trochę bardziej “agile” w wykorzystywaniu Internetu. Dobre (bo rozsądne i wyważone!) wykorzystanie AJAX (pogoda, galeria). Świetnie rozwiązany dostęp do blogów.

Ale co ze społecznościowym charakterem, który wydaje się być dzisiaj standardem a nie łaskawym dodatkiem dla Internautów? Portal w tym przypadku wpisuje się w szarą internetową rzeczywistość.pl wielkich graczy, których wielkość nie pozwala na swobodną ewolucję. Być może DreamLab powinien bardziej (z)analizować marzenia (wymagania?) Internautów niż swoje własne. Na szczęście sama stacja jest po części społecznościowa; ma swój klimat, swoją jakość (kontrowersyjny często kierunek ale poziom zaangażowania i przenikliwości zawsze maksymalny). Internetowa otoczka to crême de la crême dla Fanów. Tak, tak stacja jako jedyna stacja.tv w Polsce ma fanów. To nie są fani konkretnych programów co może charakteryzuje innych graczy ale fani stacji doceniający profesjonalizm i zaangażowanie.

Nie wiem tylko dlaczego przypomniała mi się książka “Poddani Microsoftu” Douglasa Couplanda…a już wiem… streaming audio ciągle realizowany jest przez technologie Giganta z Redmond. Całe szczęście, że czasy gigantów technologicznych przemijają… bo ja już mam ich dosyć.

*) tytuł pochodzi z I wpisu z bloga K. Durczoka. Mi się podobał.

Ekspozycja marki w Internecie

Obserwując “polski Internet” nie sposób nie odnieść wrażenia, że nawet zasobne w kapitał firmy nie wykorzystują w pełni możliwości nowych narzędzi marketingu on-line. Pozytywnym wyjątkiem są oczywiście firmy motoryzacyjne oraz należące do branży FMCG, które coraz częściej inwestują w środki internetowego wyrazu umożliwiające “doświadczenie produktu” oraz świadome zaangażowanie się w przekaz reklamowy bez uczucia irytacji….ba….dość często zdarza się, że taka reklama jest interesująca, przydatna i odbiorcy nakłaniają innych Internautów do jej “doświadczenia”.

Oto krótki przegląd pewnych starszych oraz nowszych kierunków ekspozycji marki w Internecie…

Kliknij aby powiększyć…
Tematyczny serwis internetowy pokazujący jak spędzić ciekawie czas i jak go spędzić jeszcze lepiej z samochodem marki Chevrolet

Brand Utility (hmmm, nie mam pojęcia jak to sensownie spolonizować, Bazyl sugeruje tłumaczenie: Narzedziowe Traktowanie Marki, jak dla mnie OK) - to wszelkie projekty, w których reklama firmy/produktu zostaje zepchnięta na drugi lub trzeci plan a główną ideą projektu jest przydatność konsumentowi/Internaucie. Oczywiście sens Brand Utility wykracza poza ciekawą treść firmowaną jakąś marką (ang. branded content) i podąża w kierunku “narzędzia” częstego zastosowania. Przykład: 1) serwis internetowy z kompleksowo zaplanowanymi wycieczkami weekendowymi (oczywiście z sekcją prezentującą produkty firmy X, które mogą okazac się niezbędne podczas różnych wyjazdowych sytuacji) 2) serwis z przepisami na drinki, przy robieniu których można użyć produkty firmy Y.

Targetowanie behawioralne - to ekspozycja marki (w sposób bardziej ukryty niż za pośrednictwem tradycyjnych form reklamy w Internecie) oparta na zachowaniu użytkownika w serwisie (lub grupie serwisów) a nie na danych deklarowanych (np. w profilu przy okazji rejestracji konta). Siła targetowania behawioralnego tkwi w precyzji dotarcia do wąskiej grupy docelowej; Forma? sugerowanie zainteresowania się danym produktem w momencie ustalenia, że dany Internauta mógłby się nim zainteresować (np. przegląda dane na temat produktu konkurencyjnej firmy); W pewnym sensie można nazwać targetowanie behawioralne silnie ukierunkowaną reklamą której, nie można ominąć gdyż nie przypomina reklamy :) Temat targetowania behawioralnego jest dyskutowany od dawna lecz w praktyce do dyspozycji reklamodawców są tylko pojedyńcze portale.

Kliknij aby powiększyć…
Wciągający projekt, przede wszystkim ze względu na aspekty kulturowe i edukacyjne

Formy rozrywki promujące markę - w której mieści się szereg serwisów i inicjatyw internetowych. W tej kategorii mogłaby się znaleźć profesjonalnie wyprodukowana treść np. nieśmiertelne filmy pod szyldem "BMW Films" dystrybuowane w internecie. UGC (ang. user-generated content) czyli autorska treść tworzona przez użytkowników ukierunkowana przez ideę danego serwisu lub konkretnej inicjatywy (konkursy na stworzenie reklamy); Projekty typu REALITY jak Gypsy Cab Project - bardzo atrakcyjne ze względu na koncepcyjny charakter.

Kliknij aby powiększyć…
Internauta jako twórca…i ewentualny zwycięzca

Media eksperymentalne & społecznościowe - to serwisy internetowe umożliwiające opisywanie swoich doświadczeń i wrażeń z używania produktów danej firmy, nietypowe zastosowania produktów (np. odkrycie ukrytej funkcjonalności); PR uprawiany przez samą markę (np. notki prasowe "wysyłane" przez osoby, grupy osób, zespoły nieistniejące w rzeczywistości choć mające swoją cyfrową tożsamość); marketing wirusowy pod postaciami klipów, obrazków, tekstów; konkursy angażujące społeczności internetowe (np. na zaprojektowanie "czegoś") wykorzystujące często potencjał serwisów społecznościowych (np. MySpace, Facebook) czyli ogromnej grupy ludzi z chęcią współdziałania i uzewnętrzniania się; działalność w wirtualnych światach (np. Second Life).

Kliknij aby powiększyć…
Kwintesencja sensownego wykorzystania Flash i z dala od korporacyjnych treści czyli miniwitryna :-)

Miniwitryny (ang. microsites) - służą przede wszystkim do wsparcia promocji konkretnych produktów (lub linii produktów; wydarzeń) i podkreślenia ich szczególnych walorów (ang. unique brand experience); Miniwitryny korzystają powszechnie z technologii Flash, często wykorzystują pełnoklatkowe wideo; uzupełniającymi elementami miniwitryn są rożnorakie gratisy do pobrania (np. wygaszacze ekranu, gadżety na komórki, tapety, gry, itp.). Cykl życia miniwitryn jest generalnie krótki i w praktyce ściśle związany z cyklem życia produktu, który promują. Głównym celem miniwitryn jest umożliwienie "doświadczenia marki" przez Internautę i wpłynięcie na jego przyszłe  decyzje zakupowe.

Co jeszcze? Na przykład firmowanie serii podcastów (tu: dodatkowa efektywność ze wględu na przenośność i możliwe odtwarzanie poza Internetem); Treści komercyjne na żądanie (ang. Commercial Content On Demand). Blogi z demonstracją produktów, video-tutoriale. Wielowymiarowy marketing poprzez używanie Mash-upów (w uproszczeniu budowanie usług lub źródeł informacji z “usług” zapewnianych przez obce serwisy)….dużo tego! Myślę, że w przyszłości znajdzie się czas aby szczegółowo omówić każde z tych “marketingowych narzędzi”.

Impresja…

Wydaje mi się, że wiele z powyższych form jest w “zasięgu ręki” dla polskich firm - nawet tych z sektora MŚP - gdyż skorzystanie z nich nie wymaga dużych potężnych zasobów kapitałowych. Stale rosnąca liczba projektów tego typu świadczy o niewątpliwej skuteczności w budowaniu wizerunku firmy lub “zwykłej” promocji jej produktów.

To co….. kończymy wreszcie z reklamą pojmowaną ilością wyświetleń?

Komentarz Rafała Agnieszczaka do…

Jeden z poprzednich wpisów dotyczący wad sprzedaży pod wspólnym szyldem (np. na platformie aukcyjnej) wywołał ciekawą  dyskusję (polecam lekturę komentarzy).

Rafał Agnieszczak (twórca m.in. platformy aukcyjnej Świstak.pl) podesłał mi własny punkt widzenia i zgodził się na jego upublicznienie co z chęcią czynię poniżej. Oto co napisał: 

- koszty prowadzenia działalności na platformie aukcyjnej są jednak niższe /wlasny sklep sam się przecież nie zareklamuje/ - pewne działania platforma może zrobić taniej /efekt skali/.

- własna marka to "luksus" przeznaczony dla większych graczy - wydaje mi się, że obecne 2000 sklepów nie przetrwa najbliższych kilku lat - drobnica będzie musiała przenieść się na platformy /pod warunkiem, że będą się rozwijały, co nie jest takie trudne do przewidzenia/.

- serwisy aukcyjne bez problemu mogą się dopasować do zawodowych sprzedawców - jaki problem otworzyć im sklepy na platformie i dać porządny CRM?

- fakty mówią same za siebie: obroty allegro za ostatni rok to 1,8 mld, a największego sklepu czyli Merlina - 40mln /porownywalnie dolożył się Komputronik i Empik, reszta o skalę mniej/.

- istnieją branże, w których specyfika towaru nie spawdza się w sklepach niezależnie od sezonowości (jeszcze 2 lata temu było dużo sklepów z akcesoriami komórkowymi - teraz nikt o nich nie słyszy). Oczywiście działa to też w drugą stronę /np. apteki/ ale to raczej wyjątek.

- istnieją branże zbyt wąskie aby był sens tworzyć dla nich oddzielne sklepy /mowa szczególnie o producentach wybranego towaru, ktorzy chca skrócic łancuch handlując bezpośrednio w Internecie/.

 

Punkt widzenia Rafała nie "gryzie się" w żaden sposób z moimi poglądami….. całość lektury można chyba podsumować: warto określić plan działania własnej firmy i zastanowić się jakie warunki mogą panować za kilka lat, warto monitorować rynek, znać specyfikę własnej branży i realnie szacować odroczone korzyści wynikające z budowy własnej marki do kosztów prowadzenia działalności na platformie (kosztem może być choćby utracona część przychodów w wyniku konkurowania głównie ceną) a także koszt budowania własnej marki (wydatki na reklamę, "branding", PR, sklep on-line) do korzyści działalności pod wspólnym szyldem (dostęp do większego rynku)…..

Fakt. Marka to niewątpliwy luksus (który dużo kosztuje i jej budowanie wymaga dużo czasu i determinacji oraz pewnej wiedzy marketingowej). Ten luksus może być jednak skuteczną barierą ochronną przed konkurencją w przyszłości  oraz możliwością  kształtowania wyższej ceny.

PR w Internecie czyli życie e-produktu poddawanego (trafnym) modyfikacjom

Czy uruchomienie niedopracowanego serwisu www, niedopracowanej web-aplikacji jest falstartem? Moim zdaniem NIE jeśli jest to uczynione świadomie (…..a tak dość często bywa)

W naszej błogiej sferze (zwanej przeważnie blogosferą co niestety semantycznie pozbawia ją adoracyjnego charakteru) grzmią ostatnio wyjątkowo głośno dwa tematy: start długo zapowiadanego e-marketu spożywczego frisco.pl oraz start równie długo zapowiadanego serwisu informacyjnego dziennik.pl towarzyszącemu papierowemu Dziennikowi.

Zarówno "pierwsze wrażenia", elementy składające się na estetykę, funkcjonalność, użyteczność i architekturę informacji zostały powszechnie dość szczegółowo zdekonstruowane i skomentowane przez osoby zajmujące się komentowaniem bieżących e-zjawisk a także profesjonalnymi usługami internetowymi.

W praktyce marketingowej dość często wprowadza się wybrakowany produkt na rynek, którego uzdatnienie i modyfikację ma się już wpisaną w strategię marketingową i koszty :)

Dzieje się tak z kilku powodów:

  1. Krytyka często rozprzestrzenia się lepiej niż wyrazy zachwytu (koszty przebicia się przez szum informacyjny są generalnie cągle rosnące)
  2. Zebranie i agregacja informacji (=feedbacku) ex post od uzytkowników są często tańsze niż wszelkie badania i opracowywania ex ante 
  3. Konsumenci a szczególnie Internauci lubią mieć wpływ na kształt serwisu i wprowadzenie zmian zgodnie z ich sugestią jest bardzo dobrym narzędziem "pro-lojalnościowym"
  4. Wszelka krytyka, która często zostaje sukcesywnie wcielona jest też powodem aby na nowo podjąć temat i wyręczyć firmę z działań PR

W każdym razie….

dziennik.pl oraz frisco.pl otrzymały za darmo dość dobrą analizę użyteczności i kolejne wersje tych serwisów bedą z pewnością lepiej dopasowane do oczekiwań…

Polecam lekturę tych impresji i analiz

Przyjmując, że profesjonalna analiza funkcjonalności, architektury informacji i dostępności to wydatek rzędu kilkunastu tysięcy złotych powyzsi Bloggerzy zasługują conajmniej na uściski prezesa frisco.pl i redaktora naczelnego dziennik.pl……i oby tak się stało.

Oczywiście nie jestem w stanie TERAZ ocenić na ile świadomy PR i marketing kryje się za dziennik.pl i frisco.pl ale wszystkim projektantom serwisów, którzy marnują niepotrzebnie czas i pieniądze na wieczne dopieszczanie swojego projektu polecam wystartowanie z nim jak najszybciej i uruchomienie np.: bloga aby pracować nad swoim dziełem wraz z przyszłymi użytkownikami……..krytyka to naprawdę cenna sprawa a wszelkie badania i testy warto "przerzucić" na użytkowników.

UPDATE - dziennik.pl - opinii, analiz jest o wiele więcej:

 UPDATE #2 - dziennik.pl

 

 

 

Działalność pod szyldem. Część I… czyli o platformach aukcyjnych

metka czy szyld… chodzi o rozpoznawalność i szybką identyfikację :-)

Wielu z nas w wielu aspektach życia funkcjonuje “podłączając się” pod coś większego - firmę, instytucję, ideę - dotyczy to także tych nazywających się ze wszechmiar niezależnymi :-) Nasza unikalność, odrębność i wyjątkowość zostają w pewnym stopniu wchłonięte przez kogoś lub coś…. czasami jest to stan wyższej konieczności, czasami brak odwagi na pokazanie indywidualności a czasami nieświadomość……

Wielu blogujących pisze na blogo-platformach takich jak wordpress.com, blox.pl, jogger.pl, blog.pl, blog.onet.pl, blogspot.com; znaczne grono firm handlowych i usługowych posiada dodatkowy lub wyłączny kanał sprzedaży towarów i usług poprzez platformę aukcyjną. Istnieją e-pasaże handlowe, porównywarki cen…. Tego typu serwisy można scharakteryzować jako swoiste agregatory treści/osobowości (w przypadku blogo-platform) i agregatory ofert/firmowego brandingu (w przypadku serwisów aukcyjnych, porównywarek cen)…..

“Szyldy” robią wszystko aby przyciągnąć do siebie tych od których zależą. Aukcje tworzą system premiowania typu Super Sprzedawca…. blogi publikują rankingi, premiują wybranych Bloggerów, wyróżniają niektóre wpisy. Między stronami tworzy się pewna symbioza… która  w dłuższym horyzoncie czasowym przypomina mi jednak bardziej formy pasożytnicze :)

Pod szyldem platformy aukcyjnej

Platformy aukcyjne kuszą dużym rynkiem zbytu (bo kto nie przegląda allegro.pl podczas pracy? :), łatwością prowadzenia handlu (brak konieczności inwestowania we własne rozwiązania e-commerce, automatyzacja obsługi płatności oraz namiastka reklamy sprowadzająca się do jakiejś formy “wyróżnienia”) ….. w zamian za „skromną prowizję” od sprzedaży i kilka regulaminowych przykazań….którymi okrasiłem ten wpis na samym końcu.

Ten miły i sielankowy charakter oraz pozorna minimalizacja ryzyka prowadzenia niezależnego e-handlu przez firmę sprowadza się jednak do kilku niebagatelnych wad.

  • firma nie kreuje własnej marki (ciężko mówić o budowaniu marki sprowadzonym do unikalnej nazwy użytkownika - wyjątkiem jest chyba tylko eBay, który umożliwia stworzenie własnego sklepu w ramach serwisu aukcyjnego),

  • firma znacznie upraszcza jakże piękny proces sprzedaży (np. rezygnuje z działań posprzedażowych mogących znacznie zwiększyć lojalność/powracalność kupujących i wyjście poza stricte cenowe rozważania nad następnymi transakcjami),

  • firma narzuca sobie cięższe warunki konkurencyjne sprowadzające się do konkurencji cenowej lub liczenie, że tylko ona będzie posiadała dany towar w określonym czasie,

  • firma praktycznie nie może zaprezentować ofertę dostępną na indywidualne zamówienie,

  • rozwiązanie techn. oraz forma przeprowadzania transakcji uniemożliwiają możliwość negocjacji cen (vide: max24.pl) co często pozwala kupującemu poczuć się “szczególnie” i indywidualnie

….czy warto działać pod wspólnym sklepowym szyldem?

Osobiście na allegro kupiłem ponad 400 przedmiotów i jeszcze nie doświadczyłem aby jakakolwiek osoba/firma  skorzystała z danych, które przecież mogłaby wykorzystać… nigdy nikt do mnie nie napisał, że pojawiły się specjalne okazje, baaa…..nawet firmy posiadające sklep poza aukcją nie próbowały mnie o tym fakcie poinformować…..działania pro-aktywne równe zeru.

Czy warto wejść pod wspólny szyld? W skrócie myślowym i analitycznym. TAK! Warto! Lecz konieczne jest opracowanie strategii wyjścia spod takiego wspólnego szyldu…. czyli określenie jak długo chcemy funkcjonować i w jaki  sposób będziemy przekierowywali ruch do własnego, odrębnego sklepu, jak będziemy go promowali (wbrew pozorom można się tym zająć już podczas działalności na wspólnej platformie sprzedażowej). Warto na wszelkie możliwe sposoby pozyskiwać dane o klientach (ich referencje, preferencje, częstotliwość zakupów i wartość zakupów) i gromadzić je na przyszłość… Jeśli po roku napiszemy do byłych klientów wiadomość “Dokładnie rok temu kupił pan na naszej aukcji scyzoryk…z tej okazji chcemy zaoferować kupno prawdziwego noża w naszym nowopowstałym e-sklepie z 20% zniżką” to z pewnością nam się uda. Oczywiście ZAWSZE trzeba realnie oceniać internetowe nisze i ich potencjał… walka na śmierć i życie aby stworzyć kolejną księgarnię internetową może obrócić się w porażkę.

Podejmując decyzje biznesowe trzeba mieć świadomość, że Internet jest bardzo dynamicznym rynkiem z dość dużymi możliwościami zainteresowania nową marką użytkownika (realny sukces i rentowność sklepu to zupełnie inna historia). W każdym bądź razie kluczem do sukcesu jest zawsze MARKA, MARKA & MARKA a nie tylko fakt sprzedawania (oczywiście pojmując sprawy długookresowo).

Bez marki nie istniejesz…….istnieje tylko Twoja oferta, która nie jest dla Ciebie żadnym długotrwałym murem obronnym przed konkurencją. Na rynkach z wieloma graczami Twoi klienci nie będą o tobie pamiętali tylko nazwę szyldu pod którym sprzedajesz…….i warto aby ten szyld należał do Ciebie.

Oczywiście istnieją pewne grupy towarów tak „przeciążone” ilością transakcji, liczbą sprzedających, niską barierą wejścia kolejnych sprzedawców, że tworzenie marki poza serwisem aukcyjnym jest praktycznie pozbawione sensu…….tak samo wiele firm prowadzi sprzedaż charakteryzująca się sezonowością……dla nich platforma aukcyjna lub e-pasaż wydają się idealnym rozwiązaniem (choćby ze względu na koszty własnej infrastruktury, utrzymywania własnego serwisu, które w ten sposób są ponoszone przez  realną sprzedaż a nie samo “funkcjonowanie”)

Na wielu polskich platformach aukcyjnych i w e-pasażach jest wielu sprzedających towary importowane, nie mających większej lub żadnej konkurencji  i w takim przypadku aż się prosi o dochodowy łatwo wyszukiwalny i identyfikowalny sklep internetowy poza używaną przez wielu etykietką, zarządzenie lojalnością i tworzenie silnej marki

….i to właśnie tym sprzedającym zadedykowałem ten blogowy wpis….. a wkrótce trochę o innych agregatorach indywidualności :)

“Podłączanie się” pod coś większego było, jest i będzie ale nic nie stoi na przeszkodzie aby wykorzystywać ten fakt dla własnych celów i strategii.

Im bardziej firmy będą uzależnione od platform aukcyjnych tym gorsze warunki będą posiadały (oczywiście ma na to wpływ jeszcze konkurencja między platformami sprowadzająca się do walki o sprzedawców).

Wyciąg z regulaminu allegro.pl

ARTYKUŁ 20. STRONA “O MNIE”
20.1. “…” Forma i kontekst umieszczenia adresu www nie może zachęcać do zakupów poza serwisem.

Przeszło 101 tys. wizyt w październiku… dlaczego tak mało?

Nie ukrywam swojego zażenowania i frustracji. Szanowne Pani, Szanowni Panowie…. rozumiem, że piszę tylko 3 razy w miesiącu i czytanie tych samych akapitów dziesiąty raz może wydawać się nużące ale mimo wszystko miesiąc temu  statystyki tego bloga kształtowały się na bardziej atrakcyjnym dla mnie poziomie. 

Ilość czy jakość? Co jest ważne? Nieważne.

Prowadząc BLOG trzeba znać i jasno zdefiniować swój CEL. Celem nie może być pisanie bloga. Celem nie może być liczba wizyt. Żeby zwiększyć liczbę wizyt nie trzeba nawet sensownie ani regularnie blogować. Przykład, którym się często posługuję "dyskutując z firmami" na temat lojalności w Internecie, jest przykład autora No Man’s Blog, który jak niedawno oznajmił zawdzięcza 90% wejść na swój blog tylko dlatego, że niefortunnie posłużył się słowem "P O R N" (celowo dodałem spacje między literami bo szanuję swój transfer i nie zapraszam do czytelnictwa tego bloga osób na erotycznym głodzie). Czy te 90% wchodzących Internautów na blog Asi Sharabiego jest zachwycona tym, że zamiast  p o rno widzą cykliczną analizę kontentu serwisu YouTube? Gwarantuję, że nie! 10 lojalnych użytkowników/czytelników jest o wiele bardziej wartościowa niż 10000 przypadkowych, którzy "nabijają" statystyki i na tym ich zaangażowanie się kończy… oczywiście tego jeszcze nie chcą wiedzieć sieci reklamowe bo z pewnością się im to nie opłaca.

Temat statystyk na pewno rozwinę w odniesieniu do strony korporacyjnej. Już teraz mogę wyjawić że jedyne sensowne wskaźniki które powinno się uwzględniać to długość trwania sesji użytkownika, ilość przeglądanych stron w sesji… na pewno nie ilość wyświetleń. Analizę ilości wyświetleń zostawmy nośnikom które generują zyski z ilości wyświetleń.

Na koniec APEL. Proszę wchodźcie na ten blog najczęściej jak sie da. Mam nadmiar pieniędzy i chciałbym go zainwestować w ponad standardowy transfer danych.

streemo.pl czyli Rodzina Klipem Silna i Teoria Palisady w praktyce

Chcesz udostępnić filmik z urodzin u cioci i zgromadzić grupę znajomych, których ciocia ubiera się podobnie? Teraz masz taką możliwość! Polskie prawie-MySpace, serwis streemo.pl, został udostępniony do publicznego wglądu i oceny…

streemo.pl…

Trochę historii…

Zaczęło się od standardowych lecz ciągle efektywnych zagrywek PRowskich - zapowiedzi, konferencji, zrzutów ekranu, opisów korzyści dla użytkowników. Wiadomo, to PRowski standard, biznesowo ważny i niezbędny gdyż nie można dzisiaj nic dobrze “sprzedać” nie robiąc kilka miesięcy wcześniej odpowiedniego echa… Ja to wiem i Ty to wiesz…

Minęło kilka miesięcy… choć serwisu jeszcze nie było to JUŻ gościł w wielu artykułach nawet jako konkurent dla innych serwisów tego typu w Polsce (wrzuta.pl, smog.pl, patrz.pl…), które od jakiegoś czasu już funkcjonowały…

Na streemo.pl są też ero-wątki… Mmm…

Kilka dni temu miałem okazję testować ten serwis (dostęp do niego był jeszcze chroniony), niejako na wniosek zgłosiłem nawet kilka(naście) uwag z charakterystycznym dla Wielkopolanina zadufaniem i pomimo ewidentnie mądralińskiego tonu, kilka moich sugestii wdrożono. To dobrze świadczy o Twórcach streemo.pl (i przy okazji o relacjach poznańsko-warszawskich, które niby od dawna są w kryzysie :-).

Serwis ciągle zawiera wiele niedociągnięć (m.in. zbyt “wymagający” formularz rejestracyjny, dyskusyjna architektura nawigacji i strony głównej, ograniczona do kilkanastu z góry zaproponowanych “skórek” możliwość kustomizacji strony użytkownika i kilka innych… kosmetycznych i logistycznych)….nieważne. Generalnie TO JEST (prawie) TO! Widać od razu, że Streemo stawia na budowanie społeczności i choć jest którymś z kolei serwisem służącym Internautom jako repozytorium multimediów…. właśnie dzięki elementom pro-społecznościowym (Znajomi, Rodzina, komentarze o użytkowniku) ma szansę w niedalekiej przyszłości zdystansować rywali (hej, bierzcie się do pracy!).

No co nam społeczność przecież zgromadziliśmy dużo treści?!?

Internetowa społeczność (ang. VC - virtual community) to nic innego jak realizacja tzw. Teorii Palisady na gruncie internetowego marketingu. Co się kryje za tym pojęciem?
Dzisiejszy postęp technologiczny (malejący koszt infrastruktury telekomunikacyjnej i hostingu; dostępność wielu dopracowanych, darmowych rozwiązań z kręgu open-source), łatwość w przyswojeniu narzędzi programistycznych skutkuje w tym, że stosunkowo łatwo skopiować kreatywność i pomysły innych firm… i stworzyć identyczne (internetowe) rozwiązanie. Niby każda firma wie o tym ale zdecydowana większość (szczególnie w Polsce) nie robi nic, żeby się przed tym zabezpieczyć…(fakt, czasami nie jest to łatwe). Stworzenie angażującej się społeczności - importującej część swojej prywatności i swojego realnego życia do danej “platformy społecznościowej” - to zdecydowanie najtańszy sposób na zapewnienie sobie odpowiedniej szczepionki przeciwko konkurencji. Nie da się uzyskać lojalności użytkowników w 1 miesiąc, nie da się jej wdrożyć, kupić, ściągnąć i zainstalować.

Zapora… Skoro można na trawniku to można i w biznesie on-line…

Nie proponując użytkownikom żadnych narzędzi przywiązujących ich do naszego serwisu nie stawiamy żadnego muru obronnego przed skopiowaniem naszego projektu przez innych i przejęciu naszych użytkowników. Bo jaki jest np.: problem w powiększeniu przez konkurencję limitu rozmiaru uploadowanego pliku w przypadku innego serwisu a’la repozytorium multimediów? Problemu nie ma i jeśli dany użytkownik nie będzie czuł się związany z serwisem, z którego korzysta, to pójdzie “za parametrami”.

Streemo.pl zawiera wiele narzędzi pro-lojalnościowych i być może inne serwisy internetowe, także te, których zasoby nie są dostarczane przez użytkowniów “zrozumieją”, że czasy posiadania każdej możliwej treści (często wątpliwej jakości) i życia z ilości wyświetleń (często na skutek tzw. “googlowej-łapanki”) i ich sprzedaży reklamodawcom się wkrótce skończą. W końcu zacznie się liczyć lojalność Internauty a nie jego kidnapping… nabicie nim licznika i obrzyganie go reklamą.

Wedle mojej oceny IDEALNY streemo.pl miałby wbudowany mentoring społeczności: zagrzewanie twórców i dostarczycieli do walki, przewodniki jak nakręcić ciekawy materiał wideo, możnaby się pokusić o testy sprzętu (komórek, pda, kamer) i wiele innych możliwości sprowadzających się do “akceleracji” ewolucji społeczności… i jej audio-wizualnej twórczości.

W serwisach tego typu warto kłaść nacisk na promocję autorskich realizacji i promować osoby, które mają takie zacięcie…. szczególnie jeśli na rynku jest kilka podobnych rozwiązań i ten sam materiał możemy zobaczyć na kilku serwisach.

Teoria palisady i polski Internet

Jeśli nie posiadasz własnego portalu (no co Ty?!?) lub serwisu o konkretnej specjalizacji warto w ramach ćwiczeń szarych komórek poćwiczyć sobie Teorię Palisady patrząc na różne polskie serwisy.

Tak więc, przymusowy konkurs bez nagród (jeśli nie weźmiesz w nim udziału to ujawnie co nie co na Twój temat… forma podcastu aż się prosi!)

Jaką palisadę/mur obronny posiada serwis wirtualnemedia.pl?

Co mogłoby być palisadą/murem obronnym na blogu?

Wszelkie sugestie proszę “wkomentować”.